Visibility
Po kilkunastu latach pracy w korporacji szczerze znielubiłam to słowo. Po dziś dzień jest to jedno z ulubionych przez menadżerów kryteriów ewaluacji pracowniczej. W rzeczywistości ten niemalże już mityczny wskaźnik „performensu” przybiera dwa dość różne oblicza. W pierwszym przypadku owa widoczność jest niejako „produktem ubocznym” uczciwej, solidnej i jakościowej pracy, która broni się rezultatami. Takiego pracownika widać „niechcący” dlatego, że robi dobrą robotę, która rozchodzi się echem w organizacji, a informacje o rezultatach jego działań same spływają do przełożonego bezpośrednio od beneficjentów działań rzeczonego pracownika lub pośrednio zasłyszawszy je gdzieś w czeluściach biurowych korytarzy. Takie podejście do widoczności zdecydowanie warto w organizacji wzmacniać, a tym samym wyznaczać wzorzec pożądanych zachowań, które stanowią realną wartość dodaną i inspirują pracowników do podobnych praktyk.
Jest też i druga strona medalu, czyli widoczność pojmowana przez niektórych jako budowanie marki osobistej poprzez bywanie i udzielanie się w wielu miejscach, ale bez jakichkolwiek widocznych rezultatów poza dobitnym akcentowaniem własnej obecności przy każdej nadarzającej się okazji. Zamiast wartości dodanej w dyskusji – pospolite banały; zamiast produktywnych rozstrzygnięć – organizacja masy spotkań, które mogłyby być emailem. Z moich wieloletnich obserwacji wynika, że wciąż jest spora rzesza osób, które dają się na tego rodzaju pułapkę powierzchownej widoczności złapać. Bo przecież skoro ktoś jest wszędzie i choć nie zawsze wie, to i tak zawsze się wypowie, to z pewnością odgrywa istotną rolę w zespole/dziale/organizacji…? Otóż niekoniecznie. To zależy od konsekwencji długoterminowej nieobecności takiej osoby oraz czy w ogóle zostanie ona odnotowana przez innych… Bycie widocznym nie powinno być celem samym w sobie, bo nie daje organizacji żadnych korzyści, a tylko wzmacnia pusty PR oportunisty. Nagradzanie awansem takiego podejścia do budowania marki osobistej w pracy zapoczątkowuje, a z czasem tylko coraz bardziej pogłębia erozję zaufania, motywacji i zaangażowania w pracę pozostałych członków Twojego zespołu. A te, gdy raz utracone przez lidera, stają się niezwykle trudne w odbudowaniu. Czasem wręcz niemożliwe.
Widoczność – jedno słowo, a dwa tak odmienne scenariusze pojmowania jego znaczenia. I w zależności od tego, które zdecydujesz się promować jako lider, z takimi konsekwencjami swojej decyzji przyjdzie Ci się mierzyć.